Wakacje to czas odpoczynku, nowych miejsc i doświadczeń. Ale to również idealna okazja, by zanurzyć się w języku obcym. Dosłownie. Bo czy może być lepszy moment na naukę niż sytuacja, w której mija się znaki drogowe po hiszpańsku, zamawia kawę po włosku albo pyta o drogę po angielsku?
To właśnie na tym polega znana metoda total immersion – całkowite zanurzenie w języku i kulturze. Na co dzień taki intensywny kontakt nie zawsze jest możliwy, ale wakacyjny wyjazd? To jak praktyczny, intensywny kurs językowy w naturalnych warunkach i to często bez specjalnego planu nauki.
Słowa, które same wpadają w ucho
Podczas podróży można łatwo zaobserwować wiele ciekawych słów i wyrażeń – z tabliczek, menu, plakatów, map, komunikatów głosowych czy ulotek turystycznych. I chociaż nie każdy wyjeżdża z myślą o systematycznej nauce, język zaczyna się przyswajać niejako przy okazji, dzięki powtarzalności i konkretnej sytuacji, w której się pojawia.
Co ciekawe, podczas wyjazdu można „złapać” mnóstwo słówek i wyrażeń, które umykają nam podczas tradycyjnej nauki w domu. Dotyczy to zarówno osób początkujących jak i uczących się dłużej.
Oto kilka przykładów słówek czy zwrotów, które zapadają w pamięć podczas pobytu za granicą, bo łączą się z konkretnym kontekstem:
- „To go” – wersja amerykańska, spotykana w USA zamiast brytyjskiego take away. Przykład: Coffee to go (kawa na wynos).
- „Zum Mitnehmen” – niemiecki odpowiednik, często pojawia się na opakowaniach lub szyldach w kawiarniach i piekarniach. Przykład: Kaffee zum Mitnehmen
- „Salida” – wyjście (hiszpańskie lotnisko),
- „Binario” – peron (z włoskiej stacji kolejowej).
Trochę bardziej zaawansowane, ale również bardzo przydatne:
- „Terminus” – przystanek końcowy (z francuskiej tablicy informacyjnej),
- „Orario feriale” – rozkład jazdy w dni powszednie (włoski rozkład jazdy),
- „Cinturón abrochado” – zapięty pas (komunikat w samolocie po hiszpańsku).
To wyrażenia, które zostają w głowie, bo są zakotwiczone w konkretnych sytuacjach i emocjach. A mózg zapamiętuje najlepiej to, co ma dla nas realny, użytkowy sens czy kontekst.
Rozmowa z ... prawdziwym native speakerem
Wakacyjny wyjazd za granicę to też okazja, by użyć języka w praktyce. Kontakt z osobami, które mówią nim na co dzień, może mieć formę krótkiej rozmowy z kelnerem, pytania do sprzedawcy czy prośby o pomoc na dworcu. Tego rodzaju interakcje:
- pozwalają sprawdzić, co działa, a co warto jeszcze poćwiczyć,
- uczą autentycznego języka mówionego z jego intonacją, gestami, skrótami i idiomami,
- oswajają z użyciem języka w sytuacjach społecznych.
- umożliwiają kontakt z żywym językiem którym naprawdę się mówi
A co z błędami?
Wielu uczących się języków obcych ma obawy: „A co, jeśli popełnię błąd?”, „A co, jeśli się nie dogadam?”.
Warto wtedy zadać sobie inne pytanie: Czy w języku polskim nie zdarza się mówić niegramatycznie albo z potknięciami? Czy na co dzień ktoś zwraca uwagę na zły przyimek? Raczej nie.
Większość naszych rozmówców za granicą ucieszy się, że ktoś stara się mówić w ich języku. Zamiast krytyki zawsze pojawia się ciekawość, chęć pomocy, uśmiech. Taka próba nawet najprostszej komunikacji to niezwykle cenne doświadczenie.
Akcent to już nie problem
W nauczaniu języków coraz częściej odchodzi się od dążenia do tzw. „wzorcowego” akcentu, jak na przykład Received Pronunciation w angielskim. RP to tradycyjna forma brytyjskiej wymowy, która przez wiele lat była uznawana za „wzorcową” lub „neutralną” wersję angielskiego – zwłaszcza w edukacji, słownikach czy mediach.
RP nie jest związana z żadnym konkretnym regionem Wielkiej Brytanii, ale historycznie była kojarzona z klasą wyższą, prestiżem i wykształceniem. Mówiono o niej czasem „Queen’s English” albo „Oxford English”.
Dziś RP traci na znaczeniu jako obowiązujący wzorzec. Ze względu na globalny zasięg angielskiego i ogromną różnorodność jego akcentów. Współczesna nauka języka angielskiego coraz częściej promuje akceptację różnych wariantów wymowy i skupia się na komunikatywności, a nie na „idealnym” akcencie. I słusznie. Angielskim posługuje się dziś ponad miliard ludzi, z czego zdecydowana większość to nie native speakerzy. Akcenty są naturalną częścią językowego pejzażu.
Własny akcent to nie powód do wstydu, to świadectwo wysiłku, odwagi i zaangażowania w komunikację. Pokazuje, że język to narzędzie, a nie egzamin z perfekcji.
Mózg na wakacjach pracuje… lepiej
Warto też wspomnieć o tym, że warunki wakacyjne – relaks, mniejszy stres, nowe bodźce – sprzyjają nauce. Badania wskazują, że właśnie w stanie odprężenia mózg łatwiej przyswaja informacje i skuteczniej je zapamiętuje.
Dlatego sytuacje takie jak zamawianie gelato w Rzymie, pytanie o drogę na plażę po hiszpańsku czy zakup biletu w Paryżu mogą stać się jedną z najlepszych lekcji języka. Bez zeszytu ale za to z autentycznym zaangażowaniem i emocjami.
Chcesz zacząć uczyć się języka z myślą o kolejnym wyjeździe? A może już coś umiesz i potrzebujesz wsparcia, żeby mówić swobodniej, bez stresu?
Zajrzyj do nas! W Languaged uczymy języków z empatią i konkretem. Stawiamy na komunikację, dobre relacje i dopasowujemy się do każdego Kursanta.
Sprawdź nasze kursy i zajrzyj na nasze social media – znajdziesz tam sporo pomysłów na codzienną naukę, rolki z naszymi lektorami i językową inspirację z różnych stron świata: